Do Warszawy wyjeżdżam w sobotę
w okolicach południa. Spokojnie dojeżdżam, loguję się na spanie i pieszo idę na
basen stadion narodowy odebrać pakiet startowy. Bałem się, że będą
tłumy, ale odbiór pakietu odbywa się nad wyraz sprawnie. W pakiecie standardowo
numer startowy, chip, koszulka bawełniana, kamizelka do biegania, informator o
połówce i troszkę pierdół. Kupuję żele enervit (sprawdziły mi się świetnie –
kilka słów na końcu będzie) i wracam do pokoju. Na 17 umówiłem się z Krasusem, Jędrkiem,
Pawłem i naszymi kibicami na własne Pasta Party. Spotykamy się w restauracji
"Rucola", którą mogę z czystym sercem polecić. Naprawdę pyszne
jedzonko. Najważniejszy punkt dzisiejszego dnia, czyli odbiór koszulki
"Smashing Pąpkins". Jemy, siedzimy, gadamy i tak nam czas mija.
Wieczorem jeszcze na chwilę wychodzę z Pawłem i Jędrkiem i czas iść spać,
szczególnie, że w nocy jest zmiana czasu… Kradzieje nam godzinę snu biorą przed
startem!! Szykuje strój na bieg i do spania.
Nie byłbym sobą gdybym czegoś nie
pokręcił z budzikiem. Na szczęście w tę lepszą stronę, więc budzę się o 6
zamiast o 7… Trochę czasu mi zajmuje ustalenie, jaka tak naprawdę jest godzina…
Do dziś nie wiem, jak tego dokonałem, że źle przestawiłem zegarek:)
Wciągam śniadanie i idę na wspólną
rozgrzewkę "Smashing Pąpkins".
Potem depozyt i na start. Jak już
pisałem, absolutnie nie wiedziałem, w jakiej jestem formie. Trochę przebimbana
zima, która minęła nie wiem kiedy i wyjazd na urlop na ponad 2 tygodnie, gdzie
nie było warunków do biegania zrobiły swoje. Zastanawiałem się, czy stanąć z
Mańkiem Kargolem, który zającował na 2 godziny i jeśli będzie moc urwać się i
zobaczyć co z tego będzie. Koniec końców zdecydowałem się ustawić w zgłoszonej
strefie startu i lecieć sam.
W końcu start i zaczynamy:)
Wystartowałem
spokojnie i pierwsze 2 km wpadły odpowiednio po 5:37 i 5:31. Znów pojawił się
nieznośny ból przednich stron łydek (nota bene nie wiem skąd mi się to
bierze…), ale wiedziałem, że w końcu puści. Poza łydkami biegnie mi się rewelacyjnie
i tak sobie myślę by trzymać tempo w granicach 5:12 – 5:15 i zobaczyć co z tego
wyjdzie. W okolicach 7 km mijają mi łydki (jednak już się trochę znam i
wiedziałem, że odpuszczą) i 8 i 9 km wpadają 5:11 i 5:14. 10 km nagle 5:47,
choć myślę, że to wina zamieszania na punkcie żywnościowym. Ale przy tym
punkcie też miła niespodzianka, bo koleżanka z "Smashing Pąpkins" mnie
tam pozdrawia (jak później wyczytałem czekając na koleżankę). Kolejne km są
poniżej zadanego tempa i zaczynam wierzyć, że coś fajnego z tego biegu może się
wykluć. Spotykam po drodze Avę, gadamy chwilę, jakie plany na bieg i wracamy do
robienia swojego :) Teraz to już tylko czekam na Agrykolę! Wiem, że to kluczowy
moment tego biegu!!! Przebiegamy przez Łazienki, mijamy bramę i oto i ona! Agrykola!
Półkilometrowy podbieg z różnicą wzniesień ponad 25 metrów!!! Biegnę tuż za Avą
i, mimo że uwielbiam biegać pod górkę, Ava wystrzeliła jak rakieta! Nawet nie
myślałem, by dotrzymać jej tempa, więc spokojnie robiłem swoje. Wyprzedzałem
poszczególnych biegaczy i parłem do góry! W końcu szczyt i czuję, że wciąż mam
moc!! Czyli zgodnie z założonym planem przyspieszam. 17 km jeszcze powyżej 5
minut, ale 18 i 19 odpowiednio 4:49 i 4:42. 20 km jest najszybszym na całej
trasie, bo 4:41! Zaczynam już czuć tempo narzucone po Agrykoli i pomału bym
chciał, by ten bieg się już kończył… Już niedługo. Pod mostem Poniatowskiego
kibice "Smashing Pąpinks", czyli NKŚ, Bartek – brat Krasusa i jego
żona i sam Krasus! Rzut oka na niego i już wiem, że skubany rozpieprzył system
i połamał 1:24!!! Chapeau bas!!! Słyszę magiczne „Hassan nak...” i lecę
dalej!
Już doskonale wiem, że mam nową świetną życiówkę! Teraz walka toczy się
o złamanie 1:50. Na ostatnich metrach już lecę siłą woli! Aż w końcu jest meta!
Na 100 metrów przed metą garmin przeskakuje na 1:50, więc przypuszczam, że na
złamanie 1:50 przyjdzie jeszcze pora! Mijam metę niesamowicie szczęśliwy!!!!
Wiem, że jest dobrze i mam jeszcze cień nadziei, że jest poniżej 1:50. Smsa z
wynikiem jeszcze nie ma, więc wchodzę na stronę połówki i sprawdzam swój czas!
PROSZĘ PAŃSTWA!!! 1:50:27!!!
Zeszłoroczna życiówka z Poznania poprawiona o
ponad 5 minut. A wtedy naprawdę dałem z siebie wszystko i dobrze przepracowałem
zimą! Nawet nie wiecie, jak mnie cieszy taki progres:)
Czas
odetchnąć. Dzwoni Krasus, że wciąż kibicują pod mostem, więc idę do nich.
I kolejny wielki sukces! Drużyna Smashing Pąpkins w swoim debiucie zajęła 27 miejsce na 95 zgłoszonych drużyn!!! Jest moc!! :)
Spotykamy się wszyscy, pamiątkowa fotka i Krasusy zapraszają na obiad. Po
prysznicu jadę do nich i już wiem, że mam nowy wydatek… Zuzka na nowych kółkach
wygląda niesamowicie!!! Od jakiegoś czasu już myślę, o kółkach aero, a teraz
już wiem, że muszę je mieć :P Czas na powrót do domu!
Było
mega!!!! Super impreza!! Świetnie zorganizowana i dobrze rozplanowana. Mimo
ponad 12.000 biegaczy na starcie widać doświadczenie orgów. Prawie od samego
początku można było biec swoje. Duży wpływ miało to, że grupa zielona, czyli od
1:50 w dół startowała chwilę później. Dzięki temu nie było ścisku na początku.
W
ten weekend dalsze zdobywanie Korony Maratonów Polskich, czyli start w Dębnie.
Ale ta połówka pozwoliła mi uwierzyć w siebie i czas zweryfikować plany na
Dębno. Będę chciał nie tylko ukończyć, ale powalczyć o poprawę życiówki z Krakowa, czyli 3:57:47. Zobaczymy.
Żywienie:
Jak
obiecałem kilka słów o jedzeniu. Wieczorem przed snem jedna kapsułka "Salt
Stick" i jeden magnez "Enervit". Rano owsianka, jedna kapsułka
"Salt Stick", jeden żel przedstartowy "Enervit" na 2 godz
przed startem i bidon z napojem "Enervit" na drogę + magnez. Pół godziny przed
startem powinienem zjeść drugą przedstartówkę, ale że szału z żołądkiem nie
było postanowiłem odpuścić. Na 10 km żel bez kofeiny. Na punktach żywnościowych
tylko woda. Nie zmieściłem do kieszeni żelu typu „szybki strzał” tak na 16-17
km i tego trochę zabrakło. Muszę przetestować je na treningach, by wiedzieć
czego się trzymać. Ale w końcu po Krakowie znów przekonałem się, że może te
żele nie takie złe…
Jest
naprawdę dobrze! :) W ten weekend Dębno i zobaczymy co tam zwojuję :)
I jeszcze track z endo:
.jpg)




.jpg)
.jpg)
























.jpg)




